Chwila – Vermeer

Mam wrażenie, że czas na chwilę stanął w miejscu, że jakaś niezwykła, nieznana moc zamroziła przedstawioną chwilę. Przyglądam się wszystkim elementom obrazu z myślą, że tkwią w tej samej pozycji od setek lat i nie mogą się ruszyć. To niesamowite uczucie. Przez chwilę zastanawiam się nad tym, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ktoś mógł ożywić to przedstawienie. Czy coś by się zmieniło? Czy słońce schowałoby się za chmurami? Czy okno pozostałoby nadal otwarte? A co dziewczyna zrobiłaby z listem?

Zwykła kartka papieru to rzecz, która może rozwiać wszelkie wątpliwości. Jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Niewielka karteczka w samym centrum obrazu. Zgięta, nieco zniekształcona, obrócona w taki sposób, aby nikt z nas nie mógł przeczytać, co jest na niej napisane. Gdybyśmy tylko mogli dowiedzieć się, co właśnie przeczytała tajemnicza dziewczyna w żółtej sukience…

Przez otwarte szeroko okno do pokoju wpadają ciepłe promienie słońca. Część z nich gubi się w wielkich zasłonach, część chowa w bogatych wzorach koca, ale te najpiękniejsze znajdują schronienie na płaszczyźnie pustej, szarej ściany. Swoją drogą, to właśnie ta prosta, zimna wręcz powierzchnia najbardziej przyciąga moją uwagę. Pod wpływem światła malują się na niej niesamowite obrazy. Ciepłe plamy przechodzą od jasnych żółci po ciemniejsze fiolety, tworząc tym samym niepowtarzalny nastrój. Przychodzi mi na myśl porównanie, że to trochę tak jak z ludźmi. Możemy mieć gorszy dzień, czuć się źle, być niczym niewyróżniającym się „szarym” człowiekiem, ale pod wpływem czyichś emocji, czyjegoś dobra stajemy się kimś lepszym.

Najważniejsza jest tutaj ona – młoda dziewczyna z elegancko spiętymi włosami, w ciemnożółtej sukni, na samym środku obrazu. Stoi przed otwartym oknem, jej głowa jest lekko pochylona, oczy przymknięte. W dwóch delikatnych dłoniach dziewczyna trzyma wspomnianą przeze mnie wcześniej kartkę papieru. List. Musiała dostać go przed chwilą. Może ktoś podrzucił jej go przez okno, może znalazła go przed wejściem do domu. To ten moment, w którym możemy się już tylko domyślać prawdy.

Vermeer swoim pędzlem tworzy coś o wiele więcej niż obraz. Tworzy niesamowity nastrój, niepowtarzalny klimat. Zatrzymuje w czasie jedną sekundę całego dnia. Sekundę, która się już nigdy nie powtórzy. Chwila. To jednostka czasu, którą mógłby się posługiwać. Jego obrazy to właśnie „chwile”. Choć te „chwile” trwają całe wieki. Nie inaczej jest w przypadku „Dziewczyny w oknie”. Prosta kompozycja – wydaje nam się, że to tylko portret kobiety w pięknym świetle. Jednak okazuje się, że płótno to niesie za sobą nieopowiedzianą historię.

Ten tajemniczy list jest odpowiedzią na nasze pytanie. Ale skoro tak, nigdy nie dowiemy się, co było w nim napisane, możemy wysnuć własną teorię. Wydaje mi się, że Vermeer zostawił nam na obrazie wskazówkę. Pewnego rodzaju znak, po którym możemy domyślać się prawdy. Tym znakiem jest kosz z owocami. A jeszcze konkretniej – jabłkami. Jabłko… To w końcu zakazany owoc. Owoc, przez który Adam i Ewa zostali wyrzuceni z Raju. Skoro sam malarz umieścił go na pierwszym planie swojego dzieła, tuż przed główną bohaterką, musi mieć on jakieś znaczenie. A więc, czy dziewczyna otrzymała list od swojej tajemniczej miłości? Myślę, że możemy zakładać, że tak. Ale nie możemy zapominać o słowie „zakazany”. A więc drogi autora listu i bohaterki w żółtej sukni nie są takie proste.

Jeśli Vermeer chciał przedstawić nam historię zakazanej miłości, udało mu się to w niezwykle tajemniczy sposób. Rzeczą, która mnie niezwykle ciekawi w tym obrazie, jest to otwarte okno. Długo zastanawiałam się nad tym, co ono właściwie oznacza? Patrząc na nie odnoszę wrażenie, że dosłownie za moment zerwie się silny wiatr i wpadnie do pokoju, zrywając perfekcyjne zasłony. Nic takiego nie będzie miało jednak miejsca. Z każdą chwilą wydaje mi się, że otwarte okno jest symbolem tego wszystkiego, czego bohaterka czytająca list nie może mieć. Moja wyobraźnia mówi mi, że to przedstawienie tej zakazanej miłości. Dziewczyna może na nią spojrzeć, może zbliżyć się o krok lub dwa, odetchnąć jej zapachem, ale nie może przekroczyć jej granicy. Dzieli ją od niej ściana, a jedynym połączeniem jest to otwarte okno. Bohaterka jest przywiązana do miejsca, w którym się znajduje, nie może zmienić swojego życia. To sprawia, że ten na pierwszy rzut oka ciepły i spokojny obraz wydaje mi się być niezwykle smutny. Historia tajemniczej dziewczyny niesie za sobą wiele jej cierpienia.

Przyglądam się płótnu jeszcze raz. Za każdym razem zauważam coraz więcej szczegółów. Teraz skupiam się na odbiciu, które powstaje w oknie. Delikatny zarys postaci z zamkniętymi oczami. Z jednej strony pozbawiony emocji, z drugiej wręcz odwrotnie. Zastanawiam się nad tym, co czuje dziewczyna sportretowana przez Vermeera. Czy to smutek, czy może złość? Ale jestem pewna, że uczucie, które ogarnia ją po przeczytaniu tego listu trwa tylko sekundę. Chwilę.

Vermeer na swój jedyny i niepowtarzalny sposób czaruje pędzlem. Prosty pokój, zwykłe zasłony, krzesło i obrus – nic nadzwyczajnego, normalne przedmioty, które nabierają dzięki niemu charakteru. Pomijając już fakt niezwykłej dbałości o szczegóły, czy realizmu to, co jest dla mnie w tym obrazie najważniejsze – to emocje. To ten nastrój ciepłego, letniego wieczoru, światło tańczące po płaszczyźnie szarych ścian i chwila napięcia, niepewności. Tak naprawdę nigdy nie dowiemy się, co się wydarzyło. Nigdy nie dowiemy się, jak potoczyły się dalej losy tajemniczej dziewczyny z listem. Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę czuła. To tylko chwila, jeden moment, przez który mogliśmy się jej przyjrzeć.

Po prawej stronie płótna Vermeer namalował wielką, zieloną zasłonę. Zakrywa ona sporą część obrazu. Wystarczy jeden podmuch wiatru z okna, żeby zasłoniła cały obraz. I wtedy wszystko będzie zagadką.

Autor: Uczennica Liceum Plastycznego w Supraślu